Czy warto zamieszkać w akademiku?

 

Akademik jest dla studenta, jak truchło wielbłąda dla Beara Gryllsa

Słowem nieistotnego, niemającego za dużego związku z tematem wstępu – siedzę chora w ciepłej, ogrzewanej prądem wliczonym w cenę przystani każdego studenta zwanej akademikiem. Nie ma widoku, który wywołuje choć porównywalnie wielką radość do tej, którą odczuwasz, kiedy w ohydny kolejny październikowy dzień, kolejny dzień spłynięty zimnym kapuśniaczkiem – pada od tygodnia – zapomniałeś już, że jest coś takiego jak w miarę akceptowalna pogoda, nie dowierzasz ludziom wspominającym ciepłe, długie i SUCHE letnie wieczory spędzone w Twoim nowym mieście, nie, w tym mieście nigdy nie przestaje padać, krople wybijające rytm na mokrym parapecie są tu jednostką miary czasu – w taki dzień nie ma nic lepszego od widoku wyłaniającego się zza pobliskiego rogu lasku, bo wiesz, że jesteś już coraz bliżej. Zza drzew prześwituje już znajoma latarnia – niby gwiazda betlejemska – zwiastuje dobrą nowinę. W nocy nie chce się wracać, ale w taki dzień – akademik jest Twoim światełkiem w tunelu, nadzieją na przeżycie.
 
Skończę już moją pseudo prozatorską wypowiedź i przejdę do suchych faktów i wydarzeń z ostatniego miesiąca, żeby w prosty sposób odpowiedzieć Tobie – zagubiony, przyszły studencie – na pytanie, które też sobie niedawno zadałam – czy warto zamieszkać w akademiku? Dalej nie jestem odpowiednią osobą, żeby Ci na nie odpowiedzieć, ale coś już wiem. Warto. Gdyby coś w tej kwestii się zmieniło, możesz być pewien, że napiszę sprostowanie, które zalinkuję – o tutaj. Tymczasem sprawdź dlaczego myślę, że tak.
 

Dlaczego warto zamieszkać w akademiku?

 

1. Nie musisz płacić za wodę i prąd i żyjesz sobie jak król.
Jest dopiero październik, a sezon grzewczy w pełni. Ostra jesień zawsze zaskakuje nie tylko kierowców, zaskakuje nas wszystkich – wychowano nas w końcu w duchu adoracji widma złotej polskiej jesieni, która w praktyce trwa jakieś dwa dni i to najczęściej jeszcze w ciągu wakacji. Poza tym fajnie jest się też czasem wykąpać, ja lubię często i długo, a pieniądze w kieszeni też przyjemnie brzęczą. Nie każ sobie wybierać. Chleba i Igrzysk? Ciepłej wody i pieniędzy.
 
2. Nie boisz się zostać sam w domu, kiedy współlokatorzy wrócą napełnić słoiki.
Ja na przykład się boję i nie lubię, i nie jestem przyzwyczajona i nie polubię nigdy, wiem. Lubię jak ktoś śpi obok, najdalej na tym samym piętrze. W akademiku nie musisz się o to martwić. Nawet jeśli kompletnie nikt Cię nie lubi i będziesz musiał spędzić tu nawet święta – zawsze zostaje pani na portierni.
 
3. Zawsze jest z kim zamówić pizzę.
Tak naprawdę to nie zawsze, bo właśnie borykam się z tym problemem, bo wszyscy już coś sobie zjedli, a ja jestem leniuszkiem i nie chcę gotować. Ale teoretycznie zawsze możesz z kimś zamówić pizzę. Tylko że pizza jest droga.
 
4. Znajdziesz tu specjalistów od wszystkiego.
W jednym budynku zrobisz sobie manicure hybrydowy, przywrócisz do życia zalanego laptopa, a jeśli będziesz miał szczęście, w Twoim segmencie możesz natknąć się nawet na handlarza sprzętu AGD. Co najlepsze – za sporą część usług zapłacisz w popularnej studenckiej walucie – za browara.
 
5. Zawsze jest do kogo gębę otworzyć.
Wszędzie spotkasz ludzi. Czasem nawet pod prysznicem, którego potrzebujesz. Ten punkt można poszerzyć o: zawsze masz z kim obejrzeć mecz/top model/M jak miłość/teletubisie, zawsze masz z kim iść na imprezę/do biedronki/na tramwaj, poszerzcie sobie o cokolwiek chcecie. Zawsze znajdziesz miłośnika nawet najbardziej dziwnych rzeczy. Trzeba tylko dobrze poszukać.
 
6. Masz blisko tu i tam.
Akademiki zazwyczaj zlokalizowane są w miejscu, z którego masz po prostu blisko na uczelnię. Większość uczelni znajduje się niedaleko centrum miasta, więc siłą rzeczy tam też masz niedaleko. Wyjątkiem są na przykład akademiki na katowickiej Ligocie, z których ciężej się dostać do centrum niż z pobliskiego miasta. Idź na studia do Torunia. Tu można wszędzie chodzić na nogach.
 
7. Masz mało miejsca na robienie bałaganu.
Generalnie nie ma tu za dużo miejsca, nie masz też ze sobą aż tyle rzeczy. Kiedy chcesz zrobić sobie herbatę, musisz od razu wymyć kubek po starej kawie, bo przecież nie masz innego kubka. To samo z patelnią. Pranie też robisz częściej, bo nie masz ze sobą całej garderoby, a tym bardziej kosza, który pomieści wszystkie Twoje ciuszki.
 
8. Trudno jest zaspać na zajęcia. (Nie wiem, czy to akurat zaleta.)
Zazwyczaj ktoś idzie na tą samą godzinę i marne szanse, że obydwoje zaśpicie. A nawet jak nie, to spokojnie – dziewczyna z pokoju obok obudzi Cię swoją suszarką. Czasem nawet i trzy godziny przed planowanym zaspaniem.
 
9. Siłą rzeczy poznajesz ludzi.
Jest to dość przydatne, zwłaszcza jeśli wybierasz się do miasta, gdzie kompletnie nikogo nie znasz. Pokój na stancji, czy własna kawalerka nie jest wtedy zbyt dobrym rozwiązaniem. Pokój na stancji w ogóle nie jest dobrym rozwiązaniem, ale wiem, wiem – mama Ci kazała?
 
10. Jest fajnie. 
I wcale nie jest prawdą, że nie da się tu żyć, spać i jeść. Jak jesteś wystarczająco asertywny, to i nawet się pouczysz. Po jakichś trzech dniach przyzwyczaisz się do spania w każdych warunkach i zagłuszysz na zawsze głos podszeptujący Ci złowrogie pomysły na uciszenie wesołych młodzieńców zza ściany, kiedy Ty masz jutro na ósmą.
 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

813 komentarzy “Czy warto zamieszkać w akademiku?”