Granica między zamknięciem w sobie a emocjonalnym ekshibicjonizmem

Granica między zamknięciem w sobie a emocjonalnym ekshibicjonizmem. Nie jestem w stanie określić, co w większym stopniu utrudnia mi życie, ale biorąc pod uwagę fakt, że znowu zaczynam wstęp od całkowicie nieistotnego faktu mającego ścisły związek z moją sferą psychiczną, bardziej skłaniam się ku emocjonalnemu ekshibicjonizmowi. Jestem mistrzem w zaplątywaniu się w sieć niekończących się historyjek, których główną bohaterką jest Nieustraszona i Nadzwyczajnie Piękna Stella. (Odsyłam do starego artykułu, mnie nikt nie chce, bo punkt trzeci. Sprawdź dlaczego żadna Cię nie chce?) Budowanie legendy wokół swojej nietuzinkowej osoby potrafi być naprawdę absorbującym zajęciem. Niestety pełnoetatowym i wyjątkowo słabo płatnym. Bezpłatnym.Pewnego dnia nagle przestały zajmować mnie problemy natury przedszkolnej (A czemu ona znowu gra królewnę śnieżkę, a ja jestem drzewem?) czy nawet wczesnopodstawowej (Skończyły mi się darmowe smsy. Niechybnie stracę chłopaka.) Ten dzień przyszedł tak niespodziewanie, że nawet nie zdążyłam przygotować się psychicznie do spustoszeń, które przyniosą nadchodzące zmiany. Mimo że dalej zastanawiam się, czemu próchniejąc zapuszczam korzenie, podczas gdy księżniczki dawno już zrzuciły warkocz i na grzbiecie białego rumaka opuściły swój Zasiedmiogórogród, problem, który obecnie spędza mi sen z powiek, przybrał nieco inną formę. Dokładniej moją. Problem, który spędza mi sen z powiek to ja – Niezrównana i Nadzwyczaj Piękna Stella.Wraz z rosnącą liczbą ludzi angażowanych do swojego scenariusza zaczęłam z coraz większą natarczywością wyszukiwać związków między konkretnymi sytuacjami a tym jaka przed nimi byłam, jaka przez nie będę, co usprawiedliwiają i czemu mi źle. Też tak robisz? Błędne koło, zbiór pusty. To pierwsza ze skrajności. Overthinking – wyjątkowo używam zapożyczenia z innego języka, w polskim nie mamy takiego rzeczownika. A szkoda.

 

 

Znamy się tylko z widzenia

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mówienie o sobie jest odbierane jako przejaw skrajnego narcyzmu i dziesięć minut po spotkaniu wytęsknionej osoby zaczynamy rozmawiać o innych ludziach, o tym co powinni zrobić, co wrzucają na swojego Instagrama i czy zęby ich dziewczyn aby na pewno są proste.  Why the fuck should I give… A nie. Tym razem mamy na to polskie określenie, a ja jestem patriotką, poza tym jest mocniej nacechowane emocjonalnie, dlatego idealnie pasuje do tematu emocjonalnego ekshibicjonizmu – Co mnie to, #@*!^, obchodzi?

Klasyczne popołudnie spędzone z przyjaciółmi zaczyna się od analizowania najkarygodniejszych postępowań wybranych spośród najnikczemniejszych wśród najmroczniejszych wspólnych znajomych, których tak naprawdę oboje znamy tylko z widzenia, bo nawet jeśli utrzymujemy z nimi względny kontakt to również opiera się on na rozmowie o innych ludziach. Na przykład o Tobie. Tak.  A Ty powiesz koledze od dziewczyny z krzywymi zębami, że kiedyś miałam większe cycki. A później oboje  będziemy udawać, że o tym nie wiemy, bo przecież nie można robić komuś wyrzutów samemu mając coś na sumieniu. A jak głosi stare amerykańskie przysłowie –  z kimś przecież trzeba rozmawiać. Tak naprawdę to nie. To znaczy, nie że nie trzeba rozmawiać, ale że nie ma takiego przysłowia. Chyba.

Dlaczego nie możemy mówić o sobie? Wszystkie moje najcenniejsze przyjaźnie opierają się na niepisanej umowie – ja mówię o sobie, a Ty o sobie przy jednoczesnym przyzwoleniu na emocjonalny ekshibicjonizm przyjmowany z małą dozą zrozumienia i cierpliwością wynikającą z tego, że dobrze wiesz, że za sekundę odbijesz temat i przeniesiesz światła reflektorów na siebie dzięki umiejętności zręcznego odnajdywania analogii do przedstawionej historii w gąszczu anegdotek i dramatów swojego życia.

 

Mów o sobie dużo, mało o sobie myśl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

1 260 komentarzy “Granica między zamknięciem w sobie a emocjonalnym ekshibicjonizmem”