Banalność zła. Czy bezmyślność może być jego źródłem?

Hannah Arendt – jedna z najbardziej rozpoznawalnych kobiecych postaci na filozoficznej scenie XX wieku. Urodzona w żydowskiej rodzinie odczuła na własnej skórze skutki zła charakteryzującego wojenną politykę Niemiec. Wielokrotnie zmuszana do ucieczki z miejsc, w których układała sobie życie, narażona na ciągłą niepewność, co do swojego losu –  ofiara decyzji podejmowanych przez ludzi znajdujących się nad nią w hierarchii władzy. Być może to właśnie ten absurd zależności losu jednostki od „widzimisię” rządzących sprawił, że Hannah zaczęła interesować się polityką i łączyć ją z filozofią, która jest przecież podstawą wszystkich nauk.
Pierwsze skojarzenie, automatyczna reakcja myślowa na nazwisko Arendt to pojęcie – banalność zła. Po zakończeniu II wojny światowej filozofka została oddelegowana do Jerozolimy, skąd miała relacjonować dla New York Timesa proces Eichmanna – głównego koordynatora planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej. Dwa lata później jej artykuły zostały zebrane i wydane w formie książki Eichmann w Jerozolimie: Rzecz o banalności zła – właśnie z opisu tych wydarzeń wywodzi się popularny, często nadużywany współcześnie termin. W swojej pracy postaram się przybliżyć, co Hannah Arendt miała na myśli twierdząc, że zło jest banalne i rozwinąć kwestię braku myślenia próbując dociec czym właściwie jest proces myślowy posiłkując się inną publikacją autorki – Myślenie, a także fragmentami relacji z procesu Eichmanna, który po kilkudziesięciu godzinach przesłuchań zakończył się najwyższym wyrokiem – karą śmierci przez powieszenie.
Hannah – sama będąc żydówką – nie zgadza się wizerunkiem oskarżonego narzuconym przez prokuratora. – Mimo wysiłków oskarżyciela, jasne stało się, że ten człowiek nie jest potworem, jednak trudno było nie ulec wrażeniu, że jest klownem – pisze w jednym ze swoich sprawozdawczych artykułów. Autorka stając się obserwatorem zjawiska Eichmanna – nie widzi w nim zbrodniarza, będącego wcieleniem zła. Największym zawinieniem niemieckiego oficera jest według niej jego bezmyślność. Aby przybliżyć specyfikę błędu, którym według Arendt jest brak myślenia,  wspomnijmy najpierw, czym według niej jest samo myślenie.

/Arendt w Myśleniu  zwraca uwagę na pojęcie zjawiska – rzeczy, która się pojawia i jest postrzegana zmysłowo przez inne stworzenia również będące zjawiskami. Będąc obserwatorem jesteśmy jednocześnie obserwującym. Ta wzajemna zależność gwarantuje obu stronom realność, ponieważ zwykła samoświadomość nie jest jeszcze gwarancją istnienia. „I tak jak aktor zależy od sceny, innych aktorów – i widzów, tak samo żywa istota zależy od świata pojawiającego się jako miejsce jej zjawienia się, od współtowarzyszy grających razem z nią i od obserwatorów, aby zostać uznaną i rozpoznaną w swej egzystencji.”/

Umiejętność myślenia odróżnia nas od zwierząt. Zdolność myślenia jest dla nas na tyle charakterystyczna, że zawiera się nawet w nazwie gatunkowej – Homo sapiens – człowiek rozumny. Rozumny, czyli myślący.  Trzymając się koncepcji Platona, definiuje myślenie jako rodzaj bezdźwięcznego dialogu z samym sobą. Warunkiem zapewniającym powodzenie tego dialogu jest wewnętrzna harmonia. Według Arendt źli ludzi charakteryzują się właśnie brakiem tej zgody z samym sobą, są pozbawieni radości z przebywania z samym sobą.  Charakterystyczne dla ludzi nikczemnych jest skłócenie ze sobą, a dla złych unikanie własnego towarzystwa; ich dusza jest zbuntowana przeciw sobie samej. Jaki rodzaj dialogu można prowadzić ze sobą, gdy dusza nie jest w stanie harmonii ze sobą? Myślenie ma być bezinteresowne, nie dążyć do poznania prawdy, ale do znaczenia – zrozumienia bądź sensu, bez względu na to, czy wyniki są prawdziwe – o to pytać nie warto. Człowiek myślący, mimo że pozornie wciąż tkwi w świecie zjawisk, tak naprawdę opuszcza realną namacalną rzeczywistość. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że myślenie do spółki z wyobraźnią daje nam możliwość podróży w czasie – Tak więc myślenie jest „nie w porządku” nie dlatego tylko, że zatrzymuje wszystkie inne rodzaje aktywności niezbędne dla życia i przeżycia, lecz ponieważ odwraca zwykłą relację: to, co jest blisko i pojawia się bezpośrednio naszym zmysłom, staje się dalekie, natomiast to, co odległe, jest rzeczywiście obecne. Myśląc nie znajduję się tu, gdzie rzeczywiście się znajduję: jestem otoczony nie przez obiekty zmysłowe, lecz przez obrazy, które są dla innych niewidoczne. […] Myślenie unicestwia czasowe i przestrzenne odległości. Mogę antycypować przyszłość, myśleć o niej, jakby była już obecna, i mogę pamiętać przeszłość, jakby jeszcze nie zniknęła. Jedyną przeszkodą dla myślenia może być brak umiejętności myślenia, który Hannah zaobserwowała u Eichmanna. Jego postać jawi się jej jako obraz prostego człowieka, który bezrefleksyjnie podchodzi do obowiązków wynikających z odgórnych rozkazów, z ogólnie obowiązującej ideologii. Potwierdzenie tej teorii znajdziemy w słowach samego oskarżonego – Poczułem, że czeka mnie trudne, pozbawione przywódcy życie (…). Nie dostanę od nikogo wytycznych, nikt mi już nie wyda żadnych rozkazów ani poleceń, nie będzie konsultacji w sprawie odnośnych rozporządzeń, słowem, czekało mnie życie, jakiego dotąd w ogóle nie znałem. Dramat człowieka niemyślącego niesie ze sobą całą masę skutków ubocznych, ale największym upośledzeniem jest zdecydowanie swoisty brak umiejętności sądzenia, którą Arendt nazywa „skutkiem ubocznym procesu myślenia”. W następnym akapicie postaram się omówić przedmiot rozważań Hanny, który podjęła w swojej ostatniej ledwo rozpoczętej książce, której zakończenia możemy jedynie się domyślać – książce będącej trzecią częścią serii, którą poprzedza właśnie Thinking (Myślenie) i Willing (Chcenie) – ostatnim etapem miało być Judging (Sądzenie).
Zdolność sądzenia ma według niej kluczowy wpływ na umiejętność odróżniania dobra od zła. Człowiek myślący dzięki współpracy intelektu z wyobraźnią jest w stanie wykazać się czymś, co można sklasyfikować jako pewien rodzaj empatii – myślenie pozwala nam na „przebywanie” w miejscach oddalonych od nas o tysiące kilometrów, w czasach, które dawno już minęły albo nawet jeszcze nie nadeszły, w sytuacjach, które być może nigdy nie zaistnieją – dlaczego więc miałoby nie pozwalać na pozorne znalezienie się w ciele innego człowieka? Umiejętność postawienia się na czyimś miejscu, wczucia się w czyjąś sytuację jest jednym z czynników, które umożliwiają nam rozpoczęcie procesu sądzenia. Człowiek skazany na życie w społeczeństwie oceniając czyjeś postępowanie siłą rzeczy myśli przykładami – On jest mądry – mądry jak król Salomon. Osądzamy i odróżniamy dobro od zła mając w umyśle jakiś przypadek i jakąś osobę, w danym momencie nieobecne, które stały się przykładami. Banalność zła Eichmanna wynika z braku umiejętności odróżniania dobra od zła płynącego z braku umiejętności sądzenia, który z kolei spowodowany był brakiem umiejętności myślenia. Bezmyślność może być źródłem zła. Bezsprzecznie.
Jednym z ciekawszych zagadnień poruszanych przez Arendt w Myśleniu jest zjawisko samopokazania i autoprezentacji – oba z pozoru podobne do siebie pojęcia są nieodłącznym elementem każdej egzystencji ludzkiej. Jak już wspominałam w pierwszym przypisie – Arendt widzi świat jako mieszaninę zależnych od siebie wzajemnie zjawisk, które obserwują się i są obserwowane. Samopokazanie polega na ujawnieniu cech danego zjawiska, na które to sam podmiot nie ma żadnego wpływu. Autoprezentacja zakłada aktywny i świadomy wybór cech, które zostaną zaakcentowane z jednoczesną selekcją tych, które obserwowany decyduje się ukryć.  Autokreacja wiąże się często z udawaniem i hipokryzją – jest to najczęściej skutek możliwości manipulacji słowem, które nigdy nie oddaje w pełni prawdziwych myśli człowieka. To, co mówimy jest myślami przepuszczonymi przez filtr refleksji. Samopokazanie natomiast zawiera w sobie czynniki niezależne od obserwowanego – często są to niewerbalne sposoby okazywania emocji, mimika twarzy, nacechowane emocjonalnie dźwięki, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Każda pojawiająca się rzecz wymaga w związku ze swą zjawiskową naturą pewnego rodzaju udawania, które może, choć nie musi, coś ukrywać lub zniekształcać. Ze względu na możliwość osobistego uczestnictwa w procesie Eichmanna Hanny Arendt, wnioskuję, że zarówno samopokazanie jak i autokreacja ukazywały oskarżonego jako człowieka niezdolnego do refleksji. Gdybyśmy mieli do czynienia tylko z pisemnym zeznaniem winnego – możliwe byłoby tylko ocenienie jego autokreacji, bez wglądu w samopokazanie, co dopuszczałoby manipulację i udawanie bezmyślności w nadziei na złagodzenie kary. Jeśli damy wiarę osądowi Arendt, musimy zgodzić się z tezą według której Eichmann nie posiadał zdolności manipulacji w ogóle.  Człowiek niemyślący nie jest w stanie uwikłać misternego planu, bo wymaga to zdolności myślenia, której – jak ustaliliśmy na samym początku – wcale nie posiada. Życie bez myślenia jest możliwe; traci jednak wtedy swą własną istotę – jest nie tylko bez znaczenia, jest nie w pełni żywe. Niemyślący ludzie są jak lunatycy. Tym sposobem to nieznaczące, nie w pełni żywe życie stało się nieżywe w pełni. Lunatyk skazany na śmierć.
cytaty: H. Arendt – Eichmann w Jerozolimie: Rzecz o banalności zła, Myślenie, Kilka zagadnień filozofii moralnej

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 403 komentarze “Banalność zła. Czy bezmyślność może być jego źródłem?”